niedziela, 24 czerwca 2012

Rewizja osobista: Przemysław Tytoń

               Wreszcie mogę napisać z czystym sumieniem o osobie, która jest na ustach wszystkich bez wyrzutów, że odchodzę od założeń mojego bloga. Tak, wy świetnie wiecie, kogo mam na myśli. Przyszedł czas na rewizję osobistą Przemysława Tytonia.
                Nie muszę chyba przypominać jak spisał się na trwającym EURO, bo to chyba wszyscy wiedzą. Miał fenomenalne wejście w turniej broniąc karnego przeciwko Grecji, a po dwóch następnych meczach bezapelacyjnie zasłużył sobie na miano jedynego zawodnika polskiej kadry, do którego nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Ale to już jest wyryte w naszych mózgach. Zakodowane i przyswojone. Jednak Przemysław Tytoń nie wskoczył do polskiej bramki z polnej drogi czy zabitej dechami mieściny. Przemysław Tytoń, to jeszcze przed EURO była wyrobiona marka.
                Od wielu lat, pomimo naszych żałosnych osiągnięć na arenie międzynarodowej zarówno jeśli chodzi o rodzime kluby, jak i reprezentację, pracujemy na miano kuźni fenomenalnych bramkarzy. Na wielką skalę rozpoczęło się to od Jerzego Dudka. Można było śmiać się z jego siedzenia na ławce w Realu Madryt, ale nikt nie jest w stanie odebrać mu jego niesamowitych zasług dla Feyenoordu i Liverpoolu. Od wielu lat mieliśmy również nadzieje na podobny wybuch formy Tomasza Kuszczaka, jednak brak Polaka w pierwszym składzie Manchesteru United zrekompensował nam Artur Boruc, a obecnie robi to Wojciech Szczęsny (o Łukaszu Fabiańskim nie wspominam, bo pomimo swoich przebłysków formy, na Wyspach na zawsze pozostanie „Flappyhandskim”). Mamy również wielu innych, aspirujących do grona gwiazd: Sandomierskiego, Załuskę (który potencjał ma, tylko potrzebuje zmienić klub), Prusa i Kieszczka. Dwaj ostatni, plus Filip Kurto – bramkarz reprezentacji Polski do lat dwudziestu jeden, grają w Rodzie Kerkrade, podobnie jak jeszcze sezon temu bohater tego tekstu. Przyczynia się to z pewnością do budowania dobrej opinii o Polakach w Eredivisie, co jest rzeczą bardzo pozytywną, bo, niestety, Holandia jest o wiele lepszą odskocznią dla karier piłkarzy niż rodzima Ekstraklasa.
                Rodacy nadal szaleją na punkcie Przemysława Tytonia pomimo, że minęło już kilka dni od odpadnięcia Biało czerwonych z turnieju. Kochają go, bo nasz, bo z Polski, bo utalentowany, bo dobrą reklamę nam robi, bo wielka kariera na niego czeka. I każdy ma rację, bo bramkarz PSV ma wszystkie cechy, które pozwalają mu podążyć drogą Jerzego Dudka.
                Niewątpliwie trzeba być kimś specjalnym, żeby w dwa sezony wyrobić sobie markę umożliwiającą transfer do jednego z najbardziej utytułowanego klubu Holandii i wyrzucić z podstawowej jedenastki Isakssona – opokę nie człowieka. Bo Tytoń podstawowym bramkarzem Rody stał się dopiero od sezonu 2009/2010 i chociaż do największych sukcesów klubu w ostatnich latach należy szóste miejsce w Eredivisie i udział w barażach o Ligę Europejską, to Duma Południa ma ugruntowaną pozycję w Holandii.
                Jest jedna rzecz, z której Tytoń jest szczególnie znany. Bo jego przezwisko „Penalty killer” nie wzięło się z niczego i nie wolno myśleć, że obroniony rzut karny przeciwko Grecji to czysty przypadek. Z ośmiu ostatnich jedenastek, jakie były wykonywane przeciwko jego drużynom, obronił sześć. Imponujące, prawda? I tak oto nadchodzi koniec sezonu 2010/11 i o potencjalnym nowym pracodawcy Tytonia robi się głośno. Wielu widziało go nawet w Ajaksie Amsterdam, ale wówczas potrzebowano zmiennika dla Vermeera, a jasne było, że Polaka taka propozycja nie satysfakcjonuje. Podpisał kontrakt z PSV i zaczął sezon fenomenalnie, jednak 18 września 2011 podczas meczu z Ajaksem miał właściwie szczęście w nieszczęściu, bo po groźnie wyglądającym upadku lekarze podejrzewali uraz kręgosłupa, jednak Tytoń wyszedł ze szpitala już na następny dzień. Uraz wykluczył go z gry na dwa miesiące i kosztował go utratę miejsca w podstawowej jedenastce, ale w dużym stopniu dzięki niemu PSV skończyło sezon na trzecim miejscu ratując miejsce w Lidze Europejskiej.
                Obecnie zgłosił się po niego podobno AC Milan szukający nowych królików doświadczalnych do Milan Lab zastępujących legendy klubowe, które dawno przekroczyły już trzydziestkę i teraz zbiorowo udają się na sportowe emerytury. Teraz tylko od Przemka zależy, jaką drogę wybierze, bo tylko jeżeli nie przeszkodzą mu kontuzję, to wielkim bramkarzem zostanie. Jestem tego pewna.
                Jego historia może być dla wielu swoistą nauczką. Przynajmniej ja tak to traktuję, bo poczucie dumy, jakie rozkwitało w moim dziecięcym serduszku, kiedy nazwisko Tytoń gościło na ustach wszystkich po meczu z Grecją było nie do opisania. Mam nadzieję, że dzięki niemu chociaż kilka osób  zaczęło interesować się ligą holenderską, bo gdyby możliwe było upersonifikowanie jej, to z pewnością stwierdziłaby, że ma dosyć udowadniania wszystkim, jak dobrzy piłkarze biegają po holenderskich boiskach i zabiegania o uwagę fanów piłki nożnej. Bo Eredivisie jest atrakcyjna. Eredivisie daje światu gwiazdy światowego formatu – wystarczy umieć patrzeć.

6 komentarzy:

  1. piszesz fantastycznie. to tyle, mecz jest, nie bede sie wysilac!

    OdpowiedzUsuń
  2. ślicznie kochanie c:

    OdpowiedzUsuń
  3. 'Teraz tylko od Przemka zależy, jaką drogę wybierze, bo tylko jeżeli nie przeszkodzą mu kontuzję, to wielkim bramkarzem zostanie. Jestem tego pewna. ' - też tak uważam. ;-) A najbardziej spodaobało mi się to: 'Przemysław Tytoń, to jeszcze przed EURO była wyrobiona marka.' Super Ci to wyszło. :D Pozdrawiam. P.

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo ładnie napisane, z łatwością się czyta. w dodatku potrafisz zainteresować ligą holenderską kogoś, kto nie jest jej wielkim miłośnikiem (co nie wynika z niedocenienia jej). mam nadzieję, że Przemek ostatecznie do Milanu trafi, bo miło byłoby mieć kolejnego stojącego w bramce Polaka w Serie A, tym bardziej, że Artur chce uciekać z powrotem do Celtiku. i, co najważniejsze, Tytoń zasłużył sobie na tak dobry transfer. miejmy tylko nadzieję, że nie skończy jako "zapasowy" - mimo, że średnia wieku bramkarzy Rossonerich to 34 lata, to nie zawsze mają zaufanie do świeżaków. choć w obecnej sytuacji nie mają raczej wyjścia.

    ps. Isaksson, nie Isaaksson ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo za zauważenie mojej wybitnie głupiej literówki ; )
      Sądzę, że jeżeli te pogłoski o zainteresowaniu Milanu są prawdziwe, to zarówno klub, jak i sam Tytoń powinni się poważnie nad tym zastanowić, bo Anglia, gdzie każdy chce iść, to nie zawsze gwarant sukcesu zwłaszcza, kiedy gra się w średniaku albo wiecznie siedzi na ławce i czeka na cud (patrz Kuszczak)

      Usuń
    2. racja. poza tym, angielska liga traci ostatnimi czasy na wartości na rzecz takich lig jak Eredivisie - choć to tylko moja mało obiektywna opinia.

      Usuń