Wreszcie
mogę napisać z czystym sumieniem o osobie, która jest na ustach wszystkich bez
wyrzutów, że odchodzę od założeń mojego bloga. Tak, wy świetnie
wiecie, kogo mam na myśli. Przyszedł czas na rewizję osobistą Przemysława
Tytonia.
Nie
muszę chyba przypominać jak spisał się na trwającym EURO, bo to chyba wszyscy
wiedzą. Miał fenomenalne wejście w turniej broniąc karnego przeciwko Grecji, a
po dwóch następnych meczach bezapelacyjnie zasłużył sobie na miano jedynego
zawodnika polskiej kadry, do którego nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Ale to
już jest wyryte w naszych mózgach. Zakodowane i przyswojone. Jednak Przemysław
Tytoń nie wskoczył do polskiej bramki z polnej drogi czy zabitej dechami
mieściny. Przemysław Tytoń, to jeszcze przed EURO była wyrobiona marka.
Od
wielu lat, pomimo naszych żałosnych osiągnięć na arenie międzynarodowej zarówno
jeśli chodzi o rodzime kluby, jak i reprezentację, pracujemy na miano kuźni
fenomenalnych bramkarzy. Na wielką skalę rozpoczęło się to od Jerzego Dudka.
Można było śmiać się z jego siedzenia na ławce w Realu Madryt, ale nikt nie
jest w stanie odebrać mu jego niesamowitych zasług dla Feyenoordu i Liverpoolu.
Od wielu lat mieliśmy również nadzieje na podobny wybuch formy Tomasza
Kuszczaka, jednak brak Polaka w pierwszym składzie Manchesteru United
zrekompensował nam Artur Boruc, a obecnie robi to Wojciech Szczęsny (o Łukaszu
Fabiańskim nie wspominam, bo pomimo swoich przebłysków formy, na Wyspach na
zawsze pozostanie „Flappyhandskim”). Mamy również wielu innych, aspirujących do
grona gwiazd: Sandomierskiego, Załuskę (który potencjał ma, tylko potrzebuje
zmienić klub), Prusa i Kieszczka. Dwaj ostatni, plus Filip Kurto – bramkarz reprezentacji
Polski do lat dwudziestu jeden, grają w Rodzie Kerkrade, podobnie jak jeszcze
sezon temu bohater tego tekstu. Przyczynia się to z pewnością do budowania
dobrej opinii o Polakach w Eredivisie, co jest rzeczą bardzo pozytywną, bo,
niestety, Holandia jest o wiele lepszą odskocznią dla karier piłkarzy niż
rodzima Ekstraklasa.
Rodacy
nadal szaleją na punkcie Przemysława Tytonia pomimo, że minęło już kilka dni od
odpadnięcia Biało czerwonych z turnieju. Kochają go, bo nasz, bo z Polski, bo
utalentowany, bo dobrą reklamę nam robi, bo wielka kariera na niego czeka. I
każdy ma rację, bo bramkarz PSV ma wszystkie cechy, które pozwalają mu podążyć
drogą Jerzego Dudka.
Niewątpliwie
trzeba być kimś specjalnym, żeby w dwa sezony wyrobić sobie markę umożliwiającą
transfer do jednego z najbardziej utytułowanego klubu Holandii i wyrzucić z
podstawowej jedenastki Isakssona – opokę nie człowieka. Bo Tytoń podstawowym
bramkarzem Rody stał się dopiero od sezonu 2009/2010 i chociaż do największych
sukcesów klubu w ostatnich latach należy szóste miejsce w Eredivisie i udział w
barażach o Ligę Europejską, to Duma Południa ma ugruntowaną pozycję w Holandii.
Jest
jedna rzecz, z której Tytoń jest szczególnie znany. Bo jego przezwisko „Penalty
killer” nie wzięło się z niczego i nie wolno myśleć, że obroniony rzut karny
przeciwko Grecji to czysty przypadek. Z ośmiu ostatnich jedenastek, jakie były
wykonywane przeciwko jego drużynom, obronił sześć. Imponujące, prawda? I tak
oto nadchodzi koniec sezonu 2010/11 i o potencjalnym nowym pracodawcy Tytonia
robi się głośno. Wielu widziało go nawet w Ajaksie Amsterdam, ale wówczas
potrzebowano zmiennika dla Vermeera, a jasne było, że Polaka taka propozycja nie
satysfakcjonuje. Podpisał kontrakt z PSV i zaczął sezon fenomenalnie, jednak 18
września 2011 podczas meczu z Ajaksem miał właściwie szczęście w nieszczęściu,
bo po groźnie wyglądającym upadku lekarze podejrzewali uraz kręgosłupa, jednak
Tytoń wyszedł ze szpitala już na następny dzień. Uraz wykluczył go z gry na dwa
miesiące i kosztował go utratę miejsca w podstawowej jedenastce, ale w dużym
stopniu dzięki niemu PSV skończyło sezon na trzecim miejscu ratując miejsce w
Lidze Europejskiej.
Obecnie
zgłosił się po niego podobno AC Milan szukający nowych królików doświadczalnych
do Milan Lab zastępujących legendy klubowe, które dawno przekroczyły już
trzydziestkę i teraz zbiorowo udają się na sportowe emerytury. Teraz tylko od
Przemka zależy, jaką drogę wybierze, bo tylko jeżeli nie przeszkodzą mu
kontuzję, to wielkim bramkarzem zostanie. Jestem tego pewna.
Jego
historia może być dla wielu swoistą nauczką. Przynajmniej ja tak to traktuję,
bo poczucie dumy, jakie rozkwitało w moim dziecięcym serduszku, kiedy nazwisko
Tytoń gościło na ustach wszystkich po meczu z Grecją było nie do opisania. Mam
nadzieję, że dzięki niemu chociaż kilka osób
zaczęło interesować się ligą holenderską, bo gdyby możliwe było
upersonifikowanie jej, to z pewnością stwierdziłaby, że ma dosyć udowadniania
wszystkim, jak dobrzy piłkarze biegają po holenderskich boiskach i zabiegania o
uwagę fanów piłki nożnej. Bo Eredivisie jest atrakcyjna. Eredivisie daje światu
gwiazdy światowego formatu – wystarczy umieć patrzeć.
piszesz fantastycznie. to tyle, mecz jest, nie bede sie wysilac!
OdpowiedzUsuńślicznie kochanie c:
OdpowiedzUsuń'Teraz tylko od Przemka zależy, jaką drogę wybierze, bo tylko jeżeli nie przeszkodzą mu kontuzję, to wielkim bramkarzem zostanie. Jestem tego pewna. ' - też tak uważam. ;-) A najbardziej spodaobało mi się to: 'Przemysław Tytoń, to jeszcze przed EURO była wyrobiona marka.' Super Ci to wyszło. :D Pozdrawiam. P.
OdpowiedzUsuńbardzo ładnie napisane, z łatwością się czyta. w dodatku potrafisz zainteresować ligą holenderską kogoś, kto nie jest jej wielkim miłośnikiem (co nie wynika z niedocenienia jej). mam nadzieję, że Przemek ostatecznie do Milanu trafi, bo miło byłoby mieć kolejnego stojącego w bramce Polaka w Serie A, tym bardziej, że Artur chce uciekać z powrotem do Celtiku. i, co najważniejsze, Tytoń zasłużył sobie na tak dobry transfer. miejmy tylko nadzieję, że nie skończy jako "zapasowy" - mimo, że średnia wieku bramkarzy Rossonerich to 34 lata, to nie zawsze mają zaufanie do świeżaków. choć w obecnej sytuacji nie mają raczej wyjścia.
OdpowiedzUsuńps. Isaksson, nie Isaaksson ;)
dziękuję bardzo za zauważenie mojej wybitnie głupiej literówki ; )
UsuńSądzę, że jeżeli te pogłoski o zainteresowaniu Milanu są prawdziwe, to zarówno klub, jak i sam Tytoń powinni się poważnie nad tym zastanowić, bo Anglia, gdzie każdy chce iść, to nie zawsze gwarant sukcesu zwłaszcza, kiedy gra się w średniaku albo wiecznie siedzi na ławce i czeka na cud (patrz Kuszczak)
racja. poza tym, angielska liga traci ostatnimi czasy na wartości na rzecz takich lig jak Eredivisie - choć to tylko moja mało obiektywna opinia.
Usuń