Lubię się mylić. Bo jeśli moje wydanie sądu nad Ajaksem Amsterdam kilka miesięcy temu ma okazać się stekiem kłamstw, to jest to pomyłka, która smakuje najlepiej. Pierwsze miejsce w tabeli, sześć punktów przewagi nad drugim AZ – brzmi to jak bajka, w którą mało kto uwierzyłby na półmetku sezonu. Jak pisałam już wcześniej, zanim opuściły mnie chwilowo wszystkie siły na prowadzenie tego bloga, wszystko zaczęło się od dwumeczu z Manchesterem United. Już słyszę te podniesione głosy – ale jakim cudem? Przecież odpadli z Ligi Europejskiej. Nie zaprzeczam, a nawet z przykrością potwierdzam, jednak Ajax okazał się zespołem, który, pomimo wszystkich wad i niedociągnięć, potrafi przeobrazić porażkę w ostateczny sukces.
Tylko nasuwa się pytanie, jakim cudem tego dokonali? Jak zespół będący prawie na dnie kroczy po obronę tytułu mistrza Holandii? Nie doszukuję się w tym geniuszu Franka de Boera, który odsuwa od składu piłkarzy potrzebnych, takich jak Lodeiro (swoją drogą, Silvę też z marszu po objęciu funkcji trenera wysłał na wypożyczenie do ojczyzny – uprzedzenie do Latynosów czy czysty przypadek?), przegrywa wygrane mecze (niezbyt chwalebne 4:6 z Utrechtem) i przez własne uprzedzenia pozbawia klubu ogniwa, które mogło odmienić grę Ajaksu, kiedy wiodło im się najgorzej (konsekwentne trzymanie El Hamdaoui’ego w rezerwach. Nie można mu odmówić konfliktowego charakteru, ale pytania „co by było gdyby?” nasuwają się same), ale z drugiej strony ściągał do pierwszego składu młodzież dojrzałą psychicznie i utalentowaną, która potrafiła zatrzymać wspomniany już Manchester oraz dokonuje przemyślanych transferów. Nikt nie był bliżej, niż młodszy z braci de Boer, stracenia posady na początku obecnego roku i dla nikogo obecnie ta myśl nie jest większą abstrakcją.
Jednak wróćmy do tematu właściwego: jakim cudem zwycięstwo, którego miało nie być wlało w serca wszystkich w Amsterdamie na nowo nadzieję? Ajax z Koppersem i van Rhijnem ograł eksperymentalny skład Fergusona, który miał tylko przetrwać te dziewięćdziesiąt minut, a był o krok od sprawienia niespodzianki . Może gra o tak zwany prestiż, może świadomość, że patrzą na nich miliony fanów Czerwonych Diabłów od Bangkoku przez Buenos Aires po Mexico City? Nie wiadomo, ale efekty każdy widzi. Niezwykła passa Ajaksu, naznaczona tylko przez remis z PSV. Na papierze dawno nie grali aż tak dobrze, ale na boisku sprawa wygląda inaczej. W pewnych momentach nie mają pomysłu na grę, a Siem de Jong swoim zwyczajem odbija piłkę jak Grzegorz Rasiak za swoich najlepszych lat. Wyraźnie widać że Cruijff zechciał przelać do Niderlandów trochę katalońskiej magii, z którą stykał się tyle lat. Przekłada się to, i owszem, na długie wymiany podań, posiadanie piłki, sposób konstruowania akcji, ale również i na politykę personalną. Zarząd wolał ryzykować pozostawienie na stanowisku de Boera zamiast zatrudnić Guusa Hiddinka, czyli uznał, że ktoś z wpojoną filozofią klubu lepiej sobie poradzi niż ktokolwiek z zewnątrz. Czy wyszłoby to Ajaksowi na lepsze? Nie wiadomo, ale nikt o tym nie będzie pamiętać, jeżeli (najprawdopodobniej) Joden obronią tytuł.
Wyniki wynikami, ale dla mnie miarą sukcesu Ajaksu w tym roku będzie to, ilu podstawowych graczy uda im się zatrzymać w klubie podczas letniego okienka transferowego, a pomimo szykującego się występu w fazie grupowej Ligi Mistrzów trzeci rok z rzędu i oczywistych premii, mało kto widzi w Amsterdamczykach liczący się klub na arenie międzynarodowej. Ale magia zwycięstwa na Old Trafford nie gaśnie i trzeba mieć nadzieję, że piłkarze zechcą uwierzyć w to jeszcze raz zanim rozpocznie się nowy sezon.
szkoda, że o mnie nie wspomniałaś :c
OdpowiedzUsuńco z tego, że nie zrozumiałam ock, skoro jest tak ślicznie napisane ;3 czytam i czytać będę, K.
OdpowiedzUsuńArtykuł napisany płynnie, widać, że masz lekkie pióro. Tekst wymaga odrobiny uwagi i wiedzy ( a co do ligi holenderskiej to amator ze mnie :). Czytając go ma się przed oczami ogromne Old Trafford, czerwoną twarz sir Alexisa Fergusona i magię holenderskiego futbolu. Masz pasję i rozwijaj ją :)
OdpowiedzUsuńManU przegrało, bo Sira Alex zapomniał gumy i nie mlaskał. A tak na serio to uważam, że futbol wcale nie powinien być piękny. A do zwycięstwa czasami nie trzeba wielkiej formy, równowagi, tylko trochę szczęścia, determinacji, odwagi, dobrej gry psychologicznej, odpowiedniego użycia mózgu na boisku, wychwytywanie słabych stron przeciwnika. Nie trzeba być drużyną pięknie grająca i skuteczną, zęby wygrywać. Moja Chelsea jest także bardzo dobrym przykładem. Dawid może wygrać z Goliatem. Odbiegając od tematu - mnie przykro jest, że środek ciężkości piłki przesuwa się na Półwysep Iberyjski. A niestety tak rzeczywiście jest. LM - dwie hiszpańskie drużyny, LE - trzy hiszpańskie, jedna portugalska. Ja w przeciwieństwie do większości nie jestem zwolennikiem pięknego futbolu. Lubię autobus na środku boiska, lubię dobrą taktyczna grę, nawet kiedy czasem wygada to jak partia szachów. I nie chciałbym, żeby z Anglii robiono drugą Hiszpanię. Mam nadzieję, że Angila w przyszłym roku się podniesie. A wracając - gratuluje mistrzostwa!
OdpowiedzUsuńSzkoda, że Ajax i ogólnie Holandia, tak mało znaczy w Europejskiej piłce. Udało mi się zobaczyć kilka spotkań i doceniam tą ligę. Widać chęć walki u wszystkich. Niestety LM czy LE to nie jest szczęśliwe miejsce, choć AZ wysoko zaszedł. Chciałabym w następnej edycji obserwować historię podobną do tej APOELu. A mecz w Manchesterze był prze genialny, pełen wspaniałych emocji. Oby więcej takich spotkań!
OdpowiedzUsuń