Miało być pięknie. Po zdobyciu upragnionego mistrzostwa, Ajax Amsterdam miał wreszcie zmontować zespół gotowy na podbój Europy i podkreślenie całkowitej dominacji w Eredivisie. Krótko mówiąc, najbardziej utytułowany zespół Holandii miał pokazać, że powrócił na tron. Jednak jak wyszło, każdy wie. Zespół zdziesiątkowały kontuzje i sprawiły, że z trudem wdrapuje się na coraz wyższe miejsca w tabeli, jednak wciąż mimo braku wielu podstawowych graczy odrabia straty do rywali, którzy w ciągu ostatnich kilku kolejek niespodziewanie gubili punkty. Biorąc pod uwagę planowany na koniec marca powrót Sigþórssona i Boilesena, a w ciągu najbliższych tygodni reszty piłkarzy, to Ajax ma jeszcze szanse włączyć się w walkę o mistrzostwo. Zwłaszcza, że po dzisiejszych meczach strata do drugiego AZ zmalała do trzech, a do prowadzącego PSV do pięciu punktów. Jednak jeżeli im się uda i to zespół z Amsterdamu będzie wznosił mistrzowską paterę, to czy nie będzie to źle świadczyło o poziomie ligi? Bo czym innym jest zdobycie tytułu po zaciętej walce do ostatniej kolejki, ze składem uszczuplonym tylko przez odejście Suareza i Emmanuelsona w zimowym okienku (oraz absencję Lodeiro, jednak jego nie zobaczyliśmy w zeszłym sezonie na murawie ani razu), a wyprzedzenie rywali na ostatniej prostej, ostatkami sił, żeby zemdleć na mecie.
Liczyłam, że obecny sezon sprawi, że Ajax nareszcie odbije się od dna i ustabilizuje, bo bycie wieczną odskocznią dla wschodzących gwiazd jeszcze nikogo na szczyt nie zaprowadziło (tyczy się to zresztą całej ligi). Do klubu przyszli piłkarze z doświadczeniem (Janssen), bramkostrzelni (Sigþórsson, Bułykin) i utalentowani, zwłaszcza ci z Jong Ajax. Zaczęli sezon świetnie, bo od dwóch spektakularnych wygranych i wydawało się, że wreszcie uda im się zawojować Europę. Jednak niedługo po pierwszych optymistycznych głosach kibiców Joden, zespół przemienił się w przejaskrawiony przykład ilustrujący prawo Murphy’ego „Jeśli wiesz, że coś może pójść źle i podejmiesz stosowne środki zapobiegawcze, to źle pójdzie coś innego.” Zespół był kompletny, de Boer załatał wszystkie miejsca, gdzie coś nie grało w zeszłym sezonie, ale nie mógł przecież w najgorszych koszmarach przewidzieć, że przeciwko Manchesterowi United będzie zmuszony wystawić w obronie Ricardo van Rhijna, po którego błędzie, w meczu poprzedzającym rewanż na Old Trafford, Ajax stracił gola. Nie sądzę, że po czymś takim w normalnych warunkach szybko wrócił do składu.
Dobry występ w Lidze Mistrzów miał być dla zarządu pewnym gwarantem, że chociaż na jeszcze jeden sezon uda się zatrzymać Vertonghena i van der Wiela, o których nie od dziś upominają się kluby z Premier League i Primera Division. Jednak i tutaj zawitał wraz z nimi podstępny Pech z Eredivisie. Wpadli, znowu, na Real Madryt, a kiedy wydawało się, że nawet to lanie, jakie im sprawili w dwóch meczach fazy grupowej nie przeszkodzi w awansie do 1/8 przyszedł OL i władował siedem bramek Dynamu Zagrzeb. Kiedy piłkarze otrząsnęli się z chwilowego szoku i na nowo zorganizowali szeregi do walki w Lidze Europejskiej okazało się, że ich przeciwnikami w 1/16 finału będzie Manchester United. Apogeum pecha. Jednak paradoksalnie, tym dwumeczem pokazali, że klub nie jest w aż tak wielkim kryzysie, w jakim wielu chciałoby go widzieć. W Amsterdamie, z nieco osłabionymi Czerwonymi Diabłami zagrali bardzo przyzwoitą pierwszą połowę, a na Old Trafford w końcówce spotkania o mało nie spowodowali u Fergusona zawału serca w ostateczności odpadając z rozgrywek, ale wygrana meczu w Manchesterze nadal jest czynem zasługującym na szacunek.
Jednak nasuwa mi się pytanie, czy ten sezon stracony przez zbiór nieszczęśliwych wypadków, nie opóźni ponownej drogi Ajaksu na szczyt, bo jeśli odejdą gwiazdy drużyny, to trzeba będzie budować zespół na nowo, a nie jest powiedziane, że z De Toekomst trafi się tylu równie utalentowanych zawodników. Drużyna z Amsterdamu ma szansę przerwać koło, w którym osiągają sukces przy pomocy swoich wychowanków, sprzedają ich do największych europejskich klubów i zaczynają pracę z ich następcami. Mają okazję stworzyć drużynę na lata, tylko czy piłkarze chcą tego samego?
Tym sposobem dochodzimy do dnia dzisiejszego, do wygranej 4-1 nad broniącym się przed spadkiem Excelsiorem i niezachwycającej gry. Wskoczyli na piąte miejsce, ze stratą jednego punktu do czwartego Heerenven, ale jaką mają pewność, że Pech opuścił Amsterdam i wybrał sobie nowe tymczasowe miejsce pobytu. Patrząc na ostatnie pół roku Ajaksu, możemy się spodziewać wszystkiego, od nagłego zniknięcia Amsterdam ArenA z powierzchni ziemi, przez zatrudnienie na stanowisko szkoleniowca Diego Maradony na regularnie strzelanych bramkach przez Siema de Jonga kończąc. Zaprzeczając Murphy’emu i ignorując od jak wielu elementów zależy końcowy sukces Ajaksu, nadal istnieje szansa zdobycia przez drużynę Franka de Boera kolejnego tytułu. I to nie tylko matematyczna.
Dobry występ w Lidze Mistrzów miał być dla zarządu pewnym gwarantem, że chociaż na jeszcze jeden sezon uda się zatrzymać Vertonghena i van der Wiela, o których nie od dziś upominają się kluby z Premier League i Primera Division. Jednak i tutaj zawitał wraz z nimi podstępny Pech z Eredivisie. Wpadli, znowu, na Real Madryt, a kiedy wydawało się, że nawet to lanie, jakie im sprawili w dwóch meczach fazy grupowej nie przeszkodzi w awansie do 1/8 przyszedł OL i władował siedem bramek Dynamu Zagrzeb. Kiedy piłkarze otrząsnęli się z chwilowego szoku i na nowo zorganizowali szeregi do walki w Lidze Europejskiej okazało się, że ich przeciwnikami w 1/16 finału będzie Manchester United. Apogeum pecha. Jednak paradoksalnie, tym dwumeczem pokazali, że klub nie jest w aż tak wielkim kryzysie, w jakim wielu chciałoby go widzieć. W Amsterdamie, z nieco osłabionymi Czerwonymi Diabłami zagrali bardzo przyzwoitą pierwszą połowę, a na Old Trafford w końcówce spotkania o mało nie spowodowali u Fergusona zawału serca w ostateczności odpadając z rozgrywek, ale wygrana meczu w Manchesterze nadal jest czynem zasługującym na szacunek.
Jednak nasuwa mi się pytanie, czy ten sezon stracony przez zbiór nieszczęśliwych wypadków, nie opóźni ponownej drogi Ajaksu na szczyt, bo jeśli odejdą gwiazdy drużyny, to trzeba będzie budować zespół na nowo, a nie jest powiedziane, że z De Toekomst trafi się tylu równie utalentowanych zawodników. Drużyna z Amsterdamu ma szansę przerwać koło, w którym osiągają sukces przy pomocy swoich wychowanków, sprzedają ich do największych europejskich klubów i zaczynają pracę z ich następcami. Mają okazję stworzyć drużynę na lata, tylko czy piłkarze chcą tego samego?
Tym sposobem dochodzimy do dnia dzisiejszego, do wygranej 4-1 nad broniącym się przed spadkiem Excelsiorem i niezachwycającej gry. Wskoczyli na piąte miejsce, ze stratą jednego punktu do czwartego Heerenven, ale jaką mają pewność, że Pech opuścił Amsterdam i wybrał sobie nowe tymczasowe miejsce pobytu. Patrząc na ostatnie pół roku Ajaksu, możemy się spodziewać wszystkiego, od nagłego zniknięcia Amsterdam ArenA z powierzchni ziemi, przez zatrudnienie na stanowisko szkoleniowca Diego Maradony na regularnie strzelanych bramkach przez Siema de Jonga kończąc. Zaprzeczając Murphy’emu i ignorując od jak wielu elementów zależy końcowy sukces Ajaksu, nadal istnieje szansa zdobycia przez drużynę Franka de Boera kolejnego tytułu. I to nie tylko matematyczna.
DZIĘKUJĘ, hihi :3
OdpowiedzUsuńD: nie wierzę w ciebie
UsuńBardzo fajnie się czytało, artykuł zawodowo zrealizowany, podobał mi się. Tylko co do tematu wrócenia Ajaxu na europejski tron to będzie bardzo ciężko. I tu nie chodzi o odchodzących wychowanków. Bo nawet gdyby udało im się stworzyć świetny team ze swoich piłkarzy to powiedzmy sobie szczerze - w dzisiejszym futbolu liczy się tylko kasa. Transfery są podstawą bytu największych. J anie wątpię, że Ajax mógłby się stać drużyna jak np. Napoli gdzie kilku zawodowych piłkarzy doprowadza drużynę na szczyt, ale do wrócenia na tron najwyższy szanse są małe. Niestety piłka już dawno została zniszczona przez pieniądz.
OdpowiedzUsuńNie mogę zgodzić się z powyższym komentarzem. Owszem, pieniądze odgrywają ważną rolę w dzisiejszym futbolu, ale nie najważniejszą. Dla mnie. Ja wierzę w to, że uda nam się pokazać wszystkim, kto tu rządzi. Tak mają kibice, nigdy nie przestaną wierzyć w swój klub. To, że teraz nam się nie wiedzie wcale nie musi oznaczać, że nie jesteśmy dobrzy. Kto wygrał z United na Old Trafford? Dzieciaki. Niesione skrzydłami nadanymi przez wspaniałych kibiców. W tym sezonie mieliśmy ewidentnego pecha i chyba nikt nie może zaprzeczyć. No chyba, że kibice PSV albo Feyenoordu. Nie będę wracać do tych sytuacji, bo czasu nie cofniemy, nic nie zmienimy. Idziemy do przodu, idziemy po mistrzostwo. Ludzie mogą nie wierzyć, ale nasi chłopcy nie zwątpią i będą walczyć. Do końca. Wszystko przyjdzie w swoim czasie, zobaczycie. Dziękuję za uwagę.
OdpowiedzUsuń